Aktualności
Salmo 2009- kolejna edycja juz za nami.
13.10.2009 14:34:00
Miejsce spotkania od 13 lat to samo: polana przy moście między Ząbrowem a Pustarami, w miejscu gdzie łączą się dwie gminy powiatu kołobrzeskiego: Gościno i Dygowo. Niezmienna jest też fantastyczna atmosfera, która ściąga tu wędkarzy z całej Polski, z Czech, Niemiec, Szwajcarii, Francji i zza wschodniej granicy.
Stały jest też termin spotkania – ostatni weekend września, kończący tegoroczny sezon połowu ryb łososiowatych. Zmienia się za to liczba uczestników, bo miłośników uroków Parsęty ciągle przybywa. Nigdy też nie wiadomo jak łaskawa będzie rzeka, ile ryb opuści jej wody.
Na tegoroczne 13. Otwarte Zawody Wędkarstwa Spinningowego Salmo, zjechało ponad 200 wędkarzy. Przez dwa dni, od rana do godzin popołudniowych oblegali brzegi Parsęty, w nadziei na spotkanie z królewskim łososiem.
Przygotowanie zawodów, które każdego dnia kończyły się wielką biesiadą, wzięli na swoje barki jak zwykle członkowie kołobrzeskiego Klubu Wędkarstwa Spinningowego Salmo, z wieloletnim prezesem i prawdziwą duszą zawodów, Mirosławem Orlińskim.
W tym roku walkę z człowiekiem przegrało 11 ryb. – To bardzo dobry wynik, zważywszy na to, że stan wody w Parsęcie jest niski – komentował w rozmowie nami sędzia główny zawodów, Jan Meyer.
Znany producent przynęt i wędkarz w jednej osobie, Sefan Przychodźko podkreślił, że na dziewięć ryb, które złowiono pierwszego dnia, aż pięć rozpoznano jako pochodzące z zarybiania. - To znaczy, że zarybiania, w których również bierzemy udział, mają sens – mówił
Bezkonkurencyjnym zwycięzcą tegorocznego Salmo Parsęty został Krzysztof Borkowski. Już pierwszego dnia złowił łososia o długości metra, ważącego 8,8 kilograma: - Wyciągnąłem go niedaleko Bard – powiedział nam. – „Szedł” środkiem rzeki. Było około godz. 15.30, niedługo później miałem schodzić z łowiska. Nie walczyłem z nim długo. Sam też wyciągnąłem go z rzeki.
Jako przynęty użył wahadłówki, bo na nią lubi łowić najbardziej. To nie był jednak największy łosoś w życiu Krzysztofa Borkowskiego. – 28 lat temu złowiłem rybę ważącą 11, 8 kilograma
Bohater imprezy, właściciel zakładu cukierniczego w Sławnie, przyznał nam za to, że wędkarstwo to dla niego więcej niż pasja. – Nie wyobrażam sobie niedzieli bez wyjścia na ryby. I nie chodzi wcale o to by z każde wyprawy wrócić z rybą. Trafi się to dobrze, nie trafi - też. Wędkarstwo to dla mnie odskocznia od wszelkich problemów. Gdy idę łowić jestem tylko ja, otoczenie i woda. Czasem zdarza się ryba, ale jej złapanie nie jest najważniejsze.
Drugie miejsce w zawodach zajął Radosław Iwaniec Choszczna. W drugim dniu imprezy złapał sztukę o długości 80 cm, ważącą 3,675 kilograma. Trzecie miejsce na podium zajął Jan Sikora z Wrzosowa. Jego zdobycz to łosoś o wadze 3,3 kg i długości 67 centymetrów
Na Salmo tradycyjnie przyjechali wędkarze z całej Polski. Już w czwartkowy wieczór zjechała siedmioosobowa ekipa z Kamiennej Góry Bolesławca i Marciszowa: Tomasz Pruś, Robert Sudoł, Romuald Stanke, Piotr Minkus, Stanisław Szypulski, Sławomir Protasiuk i Sylwester Surmy. – Jechaliśmy tu 600 kilometrów – powiedział nam Tomasz Pruś. – Autostradami przez Niemcy. Byliśmy na prawie wszystkich zawodach Turnieju Czterech Rzek. Tu przyjechaliśmy w czwartkowy wieczór a ju z w piątek rano byliśmy nad rzeką. U siebie łowimy głównie pstrągi. Łosoś to znacznie większe wyzwanie.
W tym roku na Salmo nie mieli szczęścia do ryby, ale oni również podkreślili, że nie tylko o ryby tu chodzi. – Nie przyjechaliśmy po, a na ryby – powiedział z naciskiem Piotr Minkus. - Taka impreza to okazja do towarzyskiego spotkania.
Na 13. Salmo Parsęty jak zwykle nie zawiedli sponsorzy. Na zwycięzcę czekała główna nagroda: łódź wiosłowa. Na pozostałych nagrodzonych sprzęt wędkarski wysokiej klasy, kamery, aparaty fotograficzne itd.


Polski
English
Deutsch
French
Russian
Spanish
Czech
Hungarian
Bulgarian
Saudi Arabia
Romanian
Chinese