Najważniejsze jest szczęście. Rozmowa z R. Koperskim.

Najważniejsze jest szczęście. Rozmowa z R. Koperskim.

Rozmowa z Romualdem Koperskim, organizatorem i kierownikiem Ekspedycji Stulecia.
To nie pierwszy pionierski wyczyn w pana życiu, jednak chyba najbardziej spektakularny. Jak się czuje człowiek, który dokonał rzeczy dotąd niedokonanej?
– Jeśli jak ja kocha Syberię, to zaczyna myśleć kiedy i jak tam powrócić. Gdy osiągnęliśmy 175 stopni długości geograficznej zachodniej, wiedzieliśmy, że pokonaliśmy wszystkie, podejmowane dotąd wyprawy. Te o wielkich budżetach, wielu pojazdach, z asekuracją helikopterów włącznie. My zamierzaliśmy dojechać i wrócić. Udało się, ale znów okazało się, że sukces takiej wyprawy to nie tylko kwestia pieniędzy czy sprzętu. Najważniejsze było to, że mieliśmy niesamowite szczęście. Wychodziliśmy cało z różnych opresji. Wyprawa stulecia trafiła na rok zimy stulecia. Tam dokąd dotarliśmy, temperatury sięgały minus 63 stopni Celsjusza. Przez dwa i pół miesiąca prawie nie gasiliśmy silnika samochodu. Przy takim mrozie wykonanie jakiejkolwiek czynności było bardzo skomplikowane. A to co czuje się teraz…No cóż, śmiem twierdzić, że naszego wyczynu nie uda się nikomu powtórzyć. Na pewno nie za mojego życia.
Nie dojechaliście jednak do samej Cieśniny Beringa. Dlaczego?
– Mogliśmy pojechać jeszcze 200 km i dotrzeć do cieśniny, ale wtedy nie zdążylibyśmy wrócić, bo rozmarzałyby już rzeki będąca naszymi, syberyjskimi szosami.
Ile kilometrów pokonywaliście w ciągu jednego dnia?
– To zależało od warunków. Jechaliśmy przez wichury i śnieżyce, dosłownie wykopując sobie drogę przez ogromne śniegi. Kiedyś potrzebowaliśmy pięciu godzin do pokonania 15 metrów. Innym razem, przy temperaturze minus 50 stopni i śnieżycach, przez cały tydzień pokonaliśmy raptem 270 kilometrów.
Jak na waszą obecność reagowali mieszkańcy Syberii?
– Gdy już wracaliśmy patrzyli na nas z wielkim szacunkiem. Nikt lepiej od nich nie rozumiał czego dokonaliśmy. Poza tym, byli jak zwykle bardzo przyjaźni. To prawdziwi nadludzie. Wiodą niewyobrażalnie trudne życie, ale ich życzliwość i otwarcie na drugiego człowieka są niesamowite. Zrobią wszystko, by pomóc drugiemu człowiekowi. Nigdy nie odmówią gościny i jedzenia, nawet jeśli przychodzi im dzielić się resztkami pożywienia. Wiedzą, że bez pomocy, którą ofiarowują sobie nawzajem, nie przetrwaliby. „Muszę pomóc drugiemu człowiekowi, bo jutro on pomoże mi” – taka tam obowiązuje zasada. Syberia uczy pokory i wiary w drugiego człowieka. Obce jest tam polskie myślenie, że jeśli komuś jest dobrze, to trzeba mu zaszkodzić, donieść, bo: „niby dlaczego komuś miałoby mu się powodzić lepiej niż mi”.
Mamy się więc czego uczyć od mieszkańców Syberii…
– O tak. Bez nich nie powiodłaby się również nasza wyprawa. Uważnie słuchaliśmy ich rad, ocieplając samochód przed wyruszeniem w najzimniejsze rejony. Od nich uczyliśmy się nawet tego, jak pokonywać potężne śnieżne zaspy. Nie byliśmy zadufanymi w sobie tumanami, którzy mają parę dolarów, przyjechali z Europy i wiedzą wszystko najlepiej. Z pokorą przyjmowaliśmy rady i wskazówki.
Polakom nie sposób sobie nawet wyobrazić kilkudziesięciostopniowych mrozów. Jak radziliście sobie w tak ekstremalnych warunkach?
– Nie zawodziło nas ogrzewanie wozu. Zresztą samochód poza awarią sprzęgła i powiedzmy, dającymi się naprawić, drobniejszymi usterkami, sprawował się bardzo dobrze. Za to przy najsilniejszych mrozach, każde wyjście z samochodu, nawet przejście z kabiny do części mieszkalnej było wyprawą. W trakcie jednej z nich, od mrozu pękły mi buty. Zamontowany na samochodzie termometr pękł wcześniej. Kupiony w Polsce miał skalę tylko do minus 50 stopni.
A co ze sprawami tak banalnymi jak choćby toaleta?
– No cóż, ubikacji w samochodzie nie mieliśmy. Tak zwane potrzeby trzeba było w piorunującym tempie załatwiać na zewnątrz i to wtedy gdy już naprawdę musieliśmy. A o myciu trzeba było chwilowo zapomnieć. Prysznica przecież w samochodzie nie było. Zaznaczam jednak, że nie byliśmy trójką cuchnących facetów, bo co ciekawe, dopiero w drodze powrotnej gdy zbliżaliśmy się do Europy i robiło się ciepło, wtedy zaczynałem czuć, że ktoś koło mnie siedzi. Wówczas ratowało nas mycie w rozmarzających już rzekach.
Zdarzyły się wam jakieś niesamowite historie? Nie napadały was syberyjskie niedźwiedzie?
– Zwierzęta pierwsze nie atakują. Historii niesamowitych było bardzo wiele. Najciekawsze opiszę w mojej przyszłej książce. Zdarzyło się nam np. dostać pod ostrzał myśliwych, ale jak widać nic nam się nie stało. Kiedyś uratowaliśmy życie ojcu i synowi, których samochód zepsuł się wśród śniegów. Gdyby nie to, że się nich natknęliśmy, czekała by ich śmierć. Rozgrzaliśmy ich alkoholem a potem amputowaliśmy odmrożone palce. To i tak nie była tragedia, bo ajważniejsze było to, że przeżyli.
Kiedy następna wyprawa?
– Na razie trzeba odpocząć, ale to więcej niż pewne, że odpoczynek nie potrwa długo. Nie pozwoli na to tęsknota za Syberią.
Dziękuję za rozmowę

Z Romualdem Koperskim rozmawiała Iwona Marciniak

Zobacz również



Troton Sp. z o.o.

Ząbrowo 14A
78-120 Gościno
Polska

tel./fax +48 94 35 126 22
E-mail: troton@troton.com.pl


Katalog produktów Troton
Katalog on-line
Wsparcie klienta
Wsparcie klienta